Menu
logo irlandia.ie

Wszystko jest parafrazą

Wszystko zostało już w tym temacie powiedziane.

Nic dodać, nic ująć. Jedyne wyzwanie stojące teraz przed ludźmi to porządkowanie istniejących już informacji. Dlatego właśnie lubimy, jakby dla potwierdzenia własnych przekonań odwoływać się do słów wcześniej wypowiedzianych, a jeszcze lepiej wypowiedzianych i uznanych za swego rodzaju mądrość. Nie ważne czy jest tandetna, ani czy jest w niej chociaż odrobina logiki.

Wszystko już zostało powiedziane i ubrane w słowa.

Pewne aspekty dotyczące magicznego tematu zostały nawet wykrzyczane, a w szczególnych przypadkach ludzie ginęli w imię swoich przekonań... i sposobu w jaki chcieli żyć.

Bo czy życie ma sens, jeżeli nie możemy żyć tak jak chcemy?

Ale po kolei.

Szedłem przez Temple Bar i mijałem ludzi o wszystkich kolorach i smakach tęczy. Jedyne o czym wtedy mogłem myśleć to fakt, że byłem spóźniony do pracy. Nic ponadto. Tylko kolory, uśmiechy, setki różnych twarzy i uciekający czas.

Nagle dwie młode dziewczyny zastąpiły mi drogę i jedna podsuwa mi mikrofon pod nos, prawie mnie nim nie uderzając:

- Jaki jest sens życia?

Zauważyłem czerwone światełko nagrywającej kamery i uświadomiłem sobie, że zostałem osaczony. Stałem tam jak sarna gapiąca się w światła nadjeżdżającego samochodu.

Albo łoś. Taki z dużym porożem.

- Sens życia? - powtórzyłem po niej zupełnie, jakbym próbował rozsmakować się w temacie i upewnić się, czy aby na pewno myślimy o tym samym.

Albo zając. Stałem tam jak zając.

- Nadal się zastanawiam. Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał – wyrzuciłem z siebie na jednym oddechu. - O znaczeniu tego...

- Wszystkiego? - podpowiada mi.

Chciałem powiedzieć „gówna", ale jej wersja brzmiała zdecydowanie lepiej.

- Tak. Tego wszystkiego.

Posyłam jej przymilny uśmiech, czując coraz bardziej przytłaczający ciężar uciekających minut. Małe spóźnienie do pracy, za dosłownie kilka sekund zostanie uznane za duże spóźnienie, a później będzie już tylko gorzej.

Ona dziękuje mi za odpowiedź, a ja ruszam w dalszą drogę.

Tak naprawdę kłamałem. Jestem pewien, że ona też o tym wiedziała, ale kiepskiej jakości projekt do szkoły filmowej to nie był wystarczający powód, żeby drążyć temat.

Nie miałem i nadal nie mam żadnych wątpliwości co do znaczenia życia, ponieważ już gdzieś tam...

Cała ta zabawa w budzenie się rano, pracę, samodoskonalenie się, destrukcję, związki, zdrady, śluby, gotowanie, zamawianie, odmawianie, pranie, poznawanie, nienawidzenie, seks, wypróżnianie się, czytanie, oglądanie itd. już gdzieś tam się wydarzyła.

Życie składa się z tak wielu małych elementów, że ciężko szukać tu jednego konkretnego powodu. Nie ma jednego sensu, ani znaczenia. Są tylko drobiazgi. Takie jak kubek ulubionej kawy, coś smacznego, coś przyjemnego.

To coś zawsze zmienia się w zależności od potrzeb. W zależności od chwili.

Słowo za słowem.

Przetwarzam informację szukając własnej formy.

Jak miałem to wszystko powiedzieć tej dziewczynie z mikrofonem? Albo bardziej trafne pytanie. Czy istnieje choć jeden dobry powód, żeby jej to powiedział?

Po co?

Ktoś pyta cię o sens, a ty odpowiadasz TAK, TAK. Kocham cieszyć się chwilą.

Wszystko zostało już w tym temacie powiedziane.

Wszystko jest parafrazą.

Ale cholernie piękną, prawda?

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 18 październik 2010 01:33
powrót na górę